Blog > Komentarze do wpisu
Kiran Desai „Zadyma w dzikim sadzie”

„Zadyma w dzikim sadzie” Kiran Desai to zabawna, wciągająca i przewrotna książka. Po jej lekturze można sobie zadać pytanie: o czym to było? Czy jest to humorystyczna opowieść o małym miasteczku i dziwactwach jego mieszkańców, czy może raczej o poszukiwaniu wolności i o odwadze przeciwstawienia się konwenansom i oczekiwaniom.

 

Bohaterem „Zadymy w dzikim sadzie” jest Sampath, którego imię oznacza szczęśliwy los. Jego narodziny zbiegły się z nadejściem spóźnionego monsunu, który przyniósł ulgę wymęczonym upałami ludziom. Na dodatek w tej samej chwili na jednym z drzew wylądowała skrzynia wyrzucona przez zdezorientowaną załogę samolotu Czerwonego Krzyża, a przeznaczona dla całkiem innej miejscowości. Wszytko to — według mieszkańców Szahkot — oznaczało, że Sampath wyrośnie na kogoś niezwykłego i jest przeznaczony do niecodziennych rzeczy.

A wyrósł na nieudacznika, człowieka niezdolnego do działania, wiecznie niezadowolonego i nieszczęśliwego młodzieńca kierowanego przez rodzinę, który psuje wszystko, czego się dotknie. Aż pewnego dnia Sampath postanawia uciec. Wymyka się z domu i zamieszkuje na drzewie w porzuconym, niczyim sadzie. Rodzina, od której pragnął uciec, znajduje go także tutaj. Przedsiębiorczy ojciec postanawia wykorzystać dziwactwo syna.

Kogo tu nie ma? Ludzie poszukujący porady i duchowego przewodnika, spryciarze próbujący uszczknąć choć odrobinę dla siebie, rozhukane małpy, szpieg ze zgromadzenia ateistów, miejscowe władze... Na kartkach książki przewija się korowód barwnych, a czasami tajemniczych postaci.

Warto przeczytać tę książkę, żeby pośmiać się z absurdalnych, zabawnych gier słownych, zanurzyć się w innym, odmiennym śmiecie, poczuć smaki i zapachy. Po raz kolejny żałowałam, że książki nie pachną. Chciałabym poczuć zapach potraw, które gotuje Kulfi, nieco szalona matka Sampatha. Zapachów, które doprowadzają ludzi do szaleństwa i sprawiają, że nie mogą oni myśleć o niczym innym niż jedzenie. Czy tylko mi się wydaje, że w hinduskich książkach smak i zapach grają ważniejszą rolę niż w powieściach europejskich? A może po prostu na takie trafiam.

Warto przeczytać tę książkę, posmakować języka, popodziwiać celne spostrzeżenia, pośmiać się z wyraziście nakreślonych postaci. A potem pozastanawiać nad zakończeniem, które oczywiste nie jest.

poniedziałek, 18 stycznia 2010, magda.koziarek

Polecane wpisy

  • Do dzieła

    Postanowiłam podziałać trochę także na tej stronie. Co prawda czasu ciągle nie mam za wiele, ale co tam. Skoro daję radę czytać, to może dam radę także pisać. N

  • Wiosenne lenistwo

    Staram się pracować nad sobą, ale od kiedy przyszła wiosna, nic mi się nie chce. A najbardziej nie chce mi się pisać. Stosik książek wartych zrecenzowania rośni

  • Plaża Muszli, Marie Hermanson

    Jako dziecko często wyobrażałam sobie, że porywają mnie trolle lub olbrzymy. Czasami efektem takich rojeń były nocne koszmary — niektóre z ich pamiętam do