Blog > Komentarze do wpisu
Plaża Muszli, Marie Hermanson

Jako dziecko często wyobrażałam sobie, że porywają mnie trolle lub olbrzymy. Czasami efektem takich rojeń były nocne koszmary — niektóre z ich pamiętam do dzisiaj, tak były sugestywne. Albo że nagle okazuje się, że jestem adoptowana i zjawiają się moi prawdziwi rodzice. Nie wiem, skąd brały się takie marzenia. Może z tęsknoty za spokojem i skupieniem na sobie uwagi? Byłam najstarszym z pięciorga dzieci — nasz dom był radosny, otwarty i ciepły, ale spokoju w nim za dużo nie było :-)

Podobne marzenia miała Ulrika, bohaterka książki Marie Hermanson „Plaża Muszli” (Słowo/obraz terytoria, 2008).

Jej historię opowiada dorosła Ulrika, która po latach, jako dorosła kobieta i matka, wraca do miejsc, gdzie czuła się najszczęśliwsza. Co lato wyjeżdżała z rodzicami nad morze, ale najlepiej czuła się u sąsiadów Gattmanów — przyjaźniła się z ich dziećmi, czasami marzyła, by być członkiem tej rodziny: mieć ojca pisarza, matkę — znaną dziennikarkę. Wszystko, co robili Gattmanowie, wydawało się ekscytujące, prawdziwi rodzice Ulriki wydawali się po prostu nudni. Chyba większość dzieci ma takie marzenia.

W pewne wakacje Gattmanowie przyjechali w innym składzie niż zwykle. Przywieźli ze sobą adoptowaną hinduską dziewczynkę Maję. Maja była inna — nie chodzi tylko o wygląd, o jej ciemną skórę i czarne włosy kontrastujące z resztą rodziny Gattmanów. Dziewczynka późno nauczyła się chodzić i nigdy nie powiedziała ani słowa, choć potrafiła rysować i czytać. Nie lubiła być także dotykana, głaskana. Maja bardziej odczuwa niż wie — jest jak książka w języku, którego nikt nie zna i nikt nie potrafi odczytać. A pewnego dnia Maja znika. I to wydarzenie sprawia, że wali się uporządkowany, ciepły świat Gattmanów, a Ulrika wchodzi w dorosłość.

Dla mnie ta książka grała: słyszałam szum morza, ryk fal, głosy ptaków.

Nie chcę za dużo pisać o treści tej książki, żeby nie pozbawić innych przyjemności czytania. Nie jest to kryminał. Raczej książka o dojrzewaniu, o uczeniu się, odkrywaniu, że można iść inną drogą niż rodzice. To także książka o poznawaniu — Ulrika, odwiedzając miejsca, w których bywała jako dziecko, znajduje także klucz do samej siebie, zaczyna rozumieć, jak przeszłość wpływ na jej teraźniejszość. To na pewno nie jest kryminał (choć w powieści jest obecny wątek, powiedzmy, kryminalny). To bardziej baśń dla dorosłych. Czasami musimy przejrzeć się w lustrze zniekształcający nasze odbicia po to, by wizerunek się rozpadł i można było posklejać go od nowa.

 

poniedziałek, 15 marca 2010, karotka_czyta

Polecane wpisy

  • Do dzieła

    Postanowiłam podziałać trochę także na tej stronie. Co prawda czasu ciągle nie mam za wiele, ale co tam. Skoro daję radę czytać, to może dam radę także pisać. N

  • Karin Fossum, Utracona

    Może zacznę od tego, że to naprawdę dobry kryminał: trzymający w napięciu, wielopłaszczyznowy, świetny. Tylko straszliwie smutny. Co prawda klimat tej książki n

  • Kobieta ze śniegu, Leena Lehtolainen

    Kobieta ze śniegu Leeny Lehtolainen to fiński kryminał, który wpadł mi w ręce w bibliotece. Szukałam książek Karin Fossum, o której ostatnio sporo czytałam, wi

  • Łódź 370

    Chciałabym, żeby cała Polska przeczytała tę książkę. Żeby była lekturą obowiązkową w szkołach, żeby czytali ją dorośli, żeby jej znajomość była czymś oczywistym

  • Mio, mój Mio - Astrid Lindgren/ il. Waldemar Barwiński

    Dziewięcioletni Bo Wilhelm Olsson nie jest szczęśliwym dzieckiem. Wychowują go przybrani rodzice: ciocia Edla i wujek Sixten. Chłopiec sądzi, że oboje nie lubią

Komentarze
lirael
2010/03/16 16:35:21
Uwielbiam tę powieść, byłam nią oczarowana!
Troszkę rozczarowało mnie zakończenie, wydało mi się takie jakieś nijakie w kontekście początku, który mnie oczarował.
-
2010/03/17 08:39:34
Miałam bardzo podobne odczucia - początek i środek pochłonęłam, końcówka była trochę gorsza. Zafascynowało mnie przedstawienie dzieciństwa i przechodzenia w dorosłość - dobrze współgrało z moimi wspomnieniami.