RSS
piątek, 10 czerwca 2011
Do dzieła

Postanowiłam podziałać trochę także na tej stronie. Co prawda czasu ciągle nie mam za wiele, ale co tam. Skoro daję radę czytać, to może dam radę także pisać. Na razie postanowiłam wziąć udział w nowym wyzwaniu. Mam nadzieję, że tym razem się uda i dam radę.

22:11, karotka_czyta
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 maja 2010
Wiosenne lenistwo

Staram się pracować nad sobą, ale od kiedy przyszła wiosna, nic mi się nie chce. A najbardziej nie chce mi się pisać. Stosik książek wartych zrecenzowania rośnie i rośnie, a ja nic. Wieczorami najchętniej bym spała. Do pracy jakoś się jeszcze zmuszam, ale do siedzenia wieczorami przy komputerze za nic nie mogę.

Skoro jednak to piszę, to może znaczy, że mi się poprawi ;-) Tym bardziej, że właśnie skończyłam książkę Bruca Chatwina Pieśni stworzenia, która ogromnie mi się spodobała, i mam ochotę o niej napisać.

 

 

17:57, karotka_czyta
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 marca 2010
Plaża Muszli, Marie Hermanson

Jako dziecko często wyobrażałam sobie, że porywają mnie trolle lub olbrzymy. Czasami efektem takich rojeń były nocne koszmary — niektóre z ich pamiętam do dzisiaj, tak były sugestywne. Albo że nagle okazuje się, że jestem adoptowana i zjawiają się moi prawdziwi rodzice. Nie wiem, skąd brały się takie marzenia. Może z tęsknoty za spokojem i skupieniem na sobie uwagi? Byłam najstarszym z pięciorga dzieci — nasz dom był radosny, otwarty i ciepły, ale spokoju w nim za dużo nie było :-)

Podobne marzenia miała Ulrika, bohaterka książki Marie Hermanson „Plaża Muszli” (Słowo/obraz terytoria, 2008).

Jej historię opowiada dorosła Ulrika, która po latach, jako dorosła kobieta i matka, wraca do miejsc, gdzie czuła się najszczęśliwsza. Co lato wyjeżdżała z rodzicami nad morze, ale najlepiej czuła się u sąsiadów Gattmanów — przyjaźniła się z ich dziećmi, czasami marzyła, by być członkiem tej rodziny: mieć ojca pisarza, matkę — znaną dziennikarkę. Wszystko, co robili Gattmanowie, wydawało się ekscytujące, prawdziwi rodzice Ulriki wydawali się po prostu nudni. Chyba większość dzieci ma takie marzenia.

W pewne wakacje Gattmanowie przyjechali w innym składzie niż zwykle. Przywieźli ze sobą adoptowaną hinduską dziewczynkę Maję. Maja była inna — nie chodzi tylko o wygląd, o jej ciemną skórę i czarne włosy kontrastujące z resztą rodziny Gattmanów. Dziewczynka późno nauczyła się chodzić i nigdy nie powiedziała ani słowa, choć potrafiła rysować i czytać. Nie lubiła być także dotykana, głaskana. Maja bardziej odczuwa niż wie — jest jak książka w języku, którego nikt nie zna i nikt nie potrafi odczytać. A pewnego dnia Maja znika. I to wydarzenie sprawia, że wali się uporządkowany, ciepły świat Gattmanów, a Ulrika wchodzi w dorosłość.

Dla mnie ta książka grała: słyszałam szum morza, ryk fal, głosy ptaków.

Nie chcę za dużo pisać o treści tej książki, żeby nie pozbawić innych przyjemności czytania. Nie jest to kryminał. Raczej książka o dojrzewaniu, o uczeniu się, odkrywaniu, że można iść inną drogą niż rodzice. To także książka o poznawaniu — Ulrika, odwiedzając miejsca, w których bywała jako dziecko, znajduje także klucz do samej siebie, zaczyna rozumieć, jak przeszłość wpływ na jej teraźniejszość. To na pewno nie jest kryminał (choć w powieści jest obecny wątek, powiedzmy, kryminalny). To bardziej baśń dla dorosłych. Czasami musimy przejrzeć się w lustrze zniekształcający nasze odbicia po to, by wizerunek się rozpadł i można było posklejać go od nowa.

 

niedziela, 07 marca 2010
Tęsknota za wiosną

Tęsknię za wiosną. Lubię białą zimę, śnieg i mróz, ale co za dużo, to niezdrowo. Na dodatek ogarnęła mnie słabość przedwiosenna: nie chce mi się nic robić, najchętniej siedziałabym w fotelu i czytała. A tu jeszcze praca, obowiązki domowe i choroby: mój synek od września poszedł do przedszkola i od tego czasu co chwila cała rodzina choruje. Chyba nasze układy odpornościowe dojrzewają wspólnie ;-) Czekam więc na słońce z nadzieją, że poskromi mikroby.

Udało mi się jednak skończyć jedną z książek leżących na stosiku przy łóżku: „Drugie życie Marianne Shearer” Frances Fyfield (Amber, 2008). Na okładce widnieje nota, że to najlepszy kryminał roku 2008 uhonorowany nagrodą Duncan Lawrie Dagger. Nie wiem, czy ten kryminał rzeczywiście jest najlepszy na świecie, ale jest interesujący i naprawdę wciąga.

Osią, wokół której skonstruowano książkę, jest śmierć Marianne Shearer, pięćdziesięcioletniej, odnoszącej sukcesy i niesamowicie skutecznej adwokatki. Wygląda na to, że popełniła samobójstwo. Dlaczego jednak miałby je popełniać ktoś, kto był u szczytu kariery, kupił właśnie przepiękne mieszkanie i wygrał sprawę? Na dodatek w chwili śmierci Marianne miała na sobie kolorowe, jedwabne ubranie — całkiem odmienne od tego, co nosiła na co dzień. Sprawę spadkową prowadzi przyjaciel Marianne Tomas Noble, a prosta z pozoru sprawa okazuje się niesamowicie zagmatwana.

Ta powieść to same zagadki. Nic nie okazuje się takie, jakie się wydaje. Każda postać ma swoje tajemnice i jest zdolna do różnych rzeczy. Część akcji dzieje się w świecie prawników: każdy z nich okazuje się być jakoś wplątany w sprawy swoich klientów, w powieści dość dokładnie pokazano proces dochodzenia, przygotowywania dowodów. Fragmentami stanowi zapis przesłuchania przed sądem. Nie jest to „przyjemna” lektura: są w niej drastyczne opisy, brud i smród. To nie jest przyjemny świat, ale bardzo prawdziwy: każdy ma jakieś tajemnice, w każdym mogą obudzić się negatywne emocje. Każdy także nakłada maski i czasami niełatwo zobaczyć po nimi prawdziwego człowieka. Frances Fyfield przedstawia dość bezwzględną analizę ludzkich typów i charakterów — wydaje się, że sama zagadka jest tylko pretekstem, by pokazać dość pełny obraz społeczeństwa.

Fascynujące są w tej książce opisy strojów. Nie zwykłych ubrań, tylko UBRAŃ kolekcjonowanych przez bezwzględną, oschłą, przerażającą Marianne (nie zdradzam zbyt dużo, bo te epitety można przeczytać na okładce :-)). Ileż można z nich wyczytać informacji. Nazwy ściegów, materiałów, zakładek — mam dwie lewe ręce do szycia i brzmiało to dla mnie jak magia.

A na stosiku leżą jeszcze: „Życie i los” Wasilija Grossmana, „Absalomie, Absalomie” Faulknera, „Powrót detektywa Diamonda” Petera Lovesey'a, „Cień” Karin Alvtegen, „Henryk i Kato” Iris Murdoch i biografia Giedroycia.

 

22:06, karotka_czyta
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 marca 2010
Karin Fossum, Utracona

Może zacznę od tego, że to naprawdę dobry kryminał: trzymający w napięciu, wielopłaszczyznowy, świetny. Tylko straszliwie smutny. Co prawda klimat tej książki nie jest tak depresyjny jak u Izzo czy Mankella. Ta książka jest po prostu smutna. I chyba to sprawiło, że czytało mi się ją trochę trudniej niż inne kryminały.

Akcja dzieje się w małym miasteczku w Norwegii. Jest skoncentrowana wokół jednego z jego mieszkańców, mrukliwego starego kawalera, który nagle postanowił wyruszyć do Indii. I nie tylko tam pojechał, ale także się tam ożenił. Od zawsze skrycie marzył o spotkaniu Hinduski, jednak jego marzenie spełniło się tylko na chwilę: jego żona została brutalnie zamordowana prawie natychmiast po przyjeździe do Norwegii.

W miasteczku toczy się śledztwo. Utrudnione, bo jego mieszkańcy wolą nie rozmawiać z policją. Może chcą wierzyć, że nikt z nich nie byłby w stanie zrobić czegoś tak potwornego, a może boją się, że w trakcie rutynowej rozmowy ujawnione zostaną sekrety i tajemnice.

Podobnie jak w przypadku „Kobiety z lodu” Leeny Lehtolainen w „Utraconej” świetnie opisany jest drugi plan. Reakcje ludzi, zależności między nimi są tutaj równie ważne, co śledztwo. Może to po prostu cecha pisarek-kobiet?

Jak nic trzeba porozglądać się za kolejnymi książkami Karin Fossum.

22:51, karotka_czyta
Link Komentarze (1) »
czwartek, 25 lutego 2010
Kobieta ze śniegu, Leena Lehtolainen

Kobieta ze śniegu Leeny Lehtolainen to fiński kryminał, który wpadł mi w ręce w bibliotece. Szukałam książek Karin Fossum, o której ostatnio sporo czytałam, więc Pani Bibliotekarka zaczęła szperać w przepastnych szufladach swojego biurka i podtykać mi różne książki. Co prawda ciągle mówiła „książki tego Fossuma są bardzo popularne”, ale i tak ją lubię: nie musi czytać kryminałów, a dzięki niej trafiła do mnie Kobieta ze śniegu.

Notka na okładce wydała się zachęcająca, więc w domu zaczęłam czytać i nie mogłam przestać. To wciągający, ciekawie skomponowany fiński kryminał z wyrazistą główną bohaterką, którą od razu polubiłam.

Maria Kallo jest policjantką w wydziale zabójstw. Jest energiczna, pyskata, wykształcona, inteligentna. W tej części okazuje się, że jest w ciąży i próbuje nie dać się wcisnąć w różowo-mleczno-infantylny świat, w jakim ponoć powinna przebywać ciężarna. Czasami szybciej działa i mówi niż myśli i uważa, że na stres najlepiej robi ciemne piwo lub szklaneczka dobrej whisky.

Fascynująca w tej książce jest nie tylko intryga kryminalna, o której za chwilę, ale także Finlandia. To świat przenikliwie zimny i przysypany śniegiem. To trochę kraj sprzeczności: kraj, w którym nikt nie dyskutuje, czy kobieta ma prawo do aborcji (panuje przekonanie, że to jej prawo i jej decyzja), a pary homoseksualne zakładają rodziny i wychowują dzieci, a jednocześnie są wioski zamieszkałe przez ortodoksyjnych protestantów, w których panuje patriarchat, a kobiety są podporządkowane mężczyznom i nie mają nic do powiedzenia, a w wielu środowiskach niezamężna kobieta przynosi wstyd rodzinie. Na dodatek miałam wrażenie, że wszyscy chodzą na psychoterapię lub przynajmniej z wizytą do psychiatry — może to naturalne w kraju, gdzie przez dużą część roku panuje ciemność?

Maria Kallo musi rozwiązać zagadkę morderstwa?/samobójstwa? w dworze Rosbergów. Ginie jego właścicielka, znana psychoterapeutka Elina prowadząca tam ośrodek dla kobiet. Wśród podejrzanych są wszystkie mieszkanki dworu: Aira, ciotka Eliny, Johanna, którą odtrąciła jej społeczność, bo dokonała aborcji, aby ratować własne życie, Milla, pracująca jako striptizerka, Niina, jedna z pacjentek Eliny. W trakcie śledztwa pojawiają się nowi podejrzani i nowe fakty.

Maria jest policjantką. Oznacza to konieczność radzenia sobie w świecie zdominowanym przez mężczyzn i zdobycia ich szacunku. Warstwa obyczajowa tego kryminału jest równie ciekawa, co prowadzone śledztwo (wraz z lekturą ciekawość narasta, bo do końca nie wiadomo, co się właściwie stało i kto jest winny). Relacje Marii z jej kolegami to majstersztyk. Po prostu nie jest to kryminał skupiający się tylko i wyłącznie na zagadce detektywistycznej. Leena Lehtolainen próbuje stworzyć żywą, czującą bohaterkę i pokazać pełny świat. I śmiem twierdzić, że doskonale jej się to udało.

No tak, teraz będę szukała w bibliotece Spirali śmierci, drugiej wydanej po polsku powieści Leeny Lehtolainen.

 

21:51, karotka_czyta
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 22 lutego 2010
Szczelina, Doris Lessing

To moje pierwsze spotkanie z prozą Doris Lessing. I raczej nie będzie ostatnie, bo na półce czeka jeszcze książka „O kotach”.

„Szczelina” to coś w rodzaju Księgi Rodzaju napisanej z perspektywy kobiet. Rzymski senator u schyłku swych dni postanawia spisać prawdziwą historię rodzaju ludzkiego na podstawie starożytnych materiałów,  których nie udało się opracować wielu historykom. Dokumenty te świadczą bowiem o tym, iż pierwszymi istotami na ziemi nie byli mężczyźni, lecz kobiety, Szczeliny, stworzenia z morza, zapładniane przez fale i księżyc, bierne, nieruchawe i nieciekawe świata istniejącego poza jaskiniami i plażą. Życie Szczelin płynie ciągle tak samo przez wieki, aż do chwili, gdy jedna z nich rodzi dziecko wyglądające inaczej niż wszystkie: Potwora. Narodził się pierwszy chłopiec, lecz Szczeliny były tak przerażone, że go zabiły. Chłopców (Potworów, Tryskaczy) rodziło się jednak coraz więcej. Kobiety wynosiły je olbrzymim orłom na pożarcie, okazało się jednak, że ptaki nie rozszarpują niemowląt, tylko przenoszą je na drugą stronę gór, do doliny otoczonej lasem, gdzie opiekuje się nimi łania.

Przetrwanie Potworów zmienia życie kobiet: z czasem obie grupy stają się od siebie coraz bardziej zależne, kobiety zaczynają rozumieć, że nie będzie dzieci bez udziału mężczyzn.

Doris Lessing pokpiwa sobie ze stereotypów. Ironicznie opisuje zarówno bierność kobiet, jak i niedojrzałość mężczyzn. Pokazuje, że obie grupy były zdolne do okrucieństwa i nienawiści. A także że są sobie potrzebne. Mężczyźni byli potrzebni kobietom, żeby wyrwać je z letargu, pokazać inne możliwości i przysporzyć kłopotów.

Mężczyźni opisani są dość serdecznie. Autorka stara się pokazać, że na początku nie zetknęli się z miłością, lecz z okrucieństwem. Ich pradawna historia może być uzasadnieniem mitów o mężczyznach - synach orła i łani. W powieści pojawia się także próba określenia, kiedy „prawdziwa” historia o kobiecych początkach ludzkości zaczęła być zmieniana na męską modłę.

Przeczytałam tę książkę z zainteresowaniem, choć dużo lepiej czytało mi się początek niż końcowe fragmenty. Nie jestem pewna, czy kobiety są w niej pokazane od lepszej strony niż mężczyźni. Obydwu płciom dostało się za schematyczne zachowania i bezmyślne powielanie wpojonych przed wiekami zachowań (niestety wygląda na to, że ewolucja to listek figowy ukrywający nasze pierwotne instynkty). Bardzo podobało mi się przeplecenie dwóch historii: Rzymianina próbującego zrekonstruować przeszłość i Szczelin-Potworów. Doris Lessing w ciekawy sposób pokazuje ewolucję - jako powstawanie myśli, pojawianie się nowych skojarzeń i rozpoznawanie siebie w świecie. Warto przeczytać tę książkę, choć czasami jest naprawdę brutalna.

23:18, karotka_czyta
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 lutego 2010
Hakawati. Mistrz opowieści

To niesamowita książka. Wciąga, czaruje, trudno się od niej oderwać. Trzeba ją smakować,  podziwiać piękno zdań, fraz. Któż z nas nie dał się choć raz wciągnąć w otchłań opowieści? Nie poganiał jako dziecko: jeszcze, jeszcze... I co było dalej? Co było dalej? No to posłuchaj...

Słuchaj. Będę teraz twoim bogiem. Pozwól, że zabiorę Cię w podróż poza kres twej wyobraźni. Pozwól, że opowiem Ci historię.

I zaczyna się opowieść, a właściwie nie jedna historia, ale kilka, splecionych ze sobą. Wszystkie dotyczą ludzi z Bliskiego Wschodu, te współczesne pokazują ludzi z Libanu, zagubionych i poszukujących swojego miejsca. Opowieść o rodzinie al-Charatta, przewodnia dla całej powieści, to opowieść o Libanie: o czasach pokoju i czasie wojny, o zmianach, jakie wywołuje wojna, o poszukiwaniu tożsamości i śladów tego, co minęło. Osama al-Charrata przylatuje do Libanu ze Stanów, aby czuwać przy łóżku umierającego ojca. W szpitalu zbiera się cała rodzina i snuje się opowieść: o dzieciństwie, zazdrości, namiętności... Dziadek Osamy był słynnym hakawatim - mistrzem opowieści.

Pytasz, kim jest hakawati? Ano posłuchaj.

Hakawati to ten, który opowiada historie, mity i baśnie. Gawędziarz, artysta. Ktoś w rodzaju trubadura, który zarabia na życie, mamiąc ludzi snuciem opowieści.

Opowieść to brama do poznania tożsamości, odkrycia tajemnicy, odnalezienia skarbu. Równie ważna dzisiaj, jak i dawniej. Pozwala poznać, kim jesteśmy i dokąd idziemy. Historia Osamy przenika się z historią króla egipskiego Bajbrasa i Fatimy, kobiety, która zeszła do krainy demona w poszukiwaniu utraconej ręki. Każda z tych opowieści jest równie fascynująca i pewnie są dla siebie wzajemnie odniesieniem, ale przy tej lekturze nie udało mi się ogarnąć całego morza. Akcja powieści dzieje się na pustyni i w hotelu, w małej wiosce, w akademiku w Stanach, w Londynie... Co dalej? Co dalej? To pragnienie gnało mnie przez kartki książki, pragnienie, by dowiedzieć się, jak to się skończyło i co było dalej. Po zakończeniu lektury mam ochotę zacząć ją od początku, teraz powoli, smakować i delektować się, szukać powiązań między historiami, patrzeć, jak przenikają się wątki i motywy.

Rabih Alameddine stworzył powieść doskonałą: piękną, rozbudowaną, interesującą. I na dodatek długą, co w dzisiejszych czasach nie jest oczywiste. To opowieść napisana z dbałością o słowo, sposób opowiadania jest równie ważny, co sama historia. To opowieść, która niesie czytelnika, wciąga go i nie pozwala o sobie zapomnieć. Chciałabym znać więcej tak wspaniale napisanych powieści.

20:34, karotka_czyta
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 lutego 2010
Śnieg, Orhan Pamuk

Przeczytałam Śnieg Orhana Pamuka. Co prawda w ramach Projektu Nobliści planowałam przeczytać inne książki, ale Śnieg wpadł mi w ręce w bibliotece. Pomyślałam: co szkodzi spróbować?

To dziwna książka. Najpierw nie mogłam się od niej oderwać. Przeczytałam 200 stron właściwie na jednym oddechu, potem nie mogłam do niej wrócić, ale ciągle o niej myślałam. To trudna lektura, czasami nużąca, czasami trzeba przebijać się przez nią jak przez zaspy. Ale jednocześnie jest w niej jakiś czar, pozostały po niej chwile zachwytu, tak jak wtedy, gdy patrzy się na pojedynczy, wspaniały i kunsztowny płatek śniegu. Może po prostu Pamuk próbował zawrzeć w tej książce zbyt wiele? — bo jest ona i o współczesnej Turcji, i o problemie religii w państwie laickim, i o emigracji, i o tworzeniu, i o wyobcowaniu, i o namiętności, i...

Akcja Śniegu dzieje się zimą w miasteczku Kars. Bohaterem jest poeta Ka, emigrant, mieszkający we Frankfurcie. Przyjechał do Turcji na pogrzeb matki i skorzystał z pretekstu, by wybrać się do Karsu. W tym mieście mieszka jego piękna koleżanka z lat szkolnych, Ipek, która niedawno rozwiodła się z mężem. Ka ma nadzieję, że zostanie ona jego żoną i wyjedzie z nim do Niemiec. Pada śnieg — cały czas pada śnieg i miasteczko zostaje odcięte od świata: nikt nie może z niego wyjechać i nikt nie może do niego przybyć. Obok siebie zamknięci są ateiści, islamiści, studenci, żołnierze, ludzie zapatrzeni w Europę i kultywujący tradycję, wiele różnych postaci o sprzecznych celach. To zderzenie różnych wizji Turcji. Napięcie wzrasta i ciągle pada śnieg. A Ka snuje się po mieście i rozmawia, rozmawia: z pobożnymi muzułmanami, z dziewczynami, które odmawiają zdjęcia chust, z uczniami szkoły koranicznej, z terrorystą Granatowym. Jest jednocześnie swój i obcy, pogardzany i szanowany. Jako dziennikarz i przybysz ze świata, z którym trzeba się liczyć, znajduje się w centrum zdarzeń. Jedna z grup wykorzystuje zamknięcie Karsu i wywołuje coś w rodzaju powstania w obronie laickości państwa. Dochodzi o zamieszek, giną ludzie. Ka jest w środku zdarzeń, wszystkim potrzebny jest świadek, który ich wysłucha i poniesie dalej ich przesłanie.

Historię Ka relacjonuje jego przyjaciel Orhan. Przybył on do Karsu wiele lat po Ka, aby odnaleźć tom wierszy zmarłego przyjaciela. Wierszy, które powstały w zamkniętym mieście, po wielu latach milczenia i niemocy twórczej. Orhan próbuje chodzić ścieżkami Ka, odkrywać jego myśli i zamiary. W jakiś sposób to także opowieść o Orhanie i o jego próbie dochodzenia do prawdy.

Nie wiem, czy mogę tę książkę komukolwiek polecić. Warto jednak się z nią zmierzyć, choćby po to, by sprawdzić, jak Pamuk wykorzystał stary motyw zamkniętego miasta. To bardzo polityczna i przegadana książka. Ciągle czeka się na coś, co musi nadejść i nie nadchodzi. Moim zdaniem, warto spróbować się z nią zmierzyć, by usłyszeć, jak pada śnieg: miękki, piękny, otulający, złowrogi, groźny śnieg.

23:32, karotka_czyta
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 stycznia 2010
Kiran Desai „Zadyma w dzikim sadzie”

„Zadyma w dzikim sadzie” Kiran Desai to zabawna, wciągająca i przewrotna książka. Po jej lekturze można sobie zadać pytanie: o czym to było? Czy jest to humorystyczna opowieść o małym miasteczku i dziwactwach jego mieszkańców, czy może raczej o poszukiwaniu wolności i o odwadze przeciwstawienia się konwenansom i oczekiwaniom.

 

Bohaterem „Zadymy w dzikim sadzie” jest Sampath, którego imię oznacza szczęśliwy los. Jego narodziny zbiegły się z nadejściem spóźnionego monsunu, który przyniósł ulgę wymęczonym upałami ludziom. Na dodatek w tej samej chwili na jednym z drzew wylądowała skrzynia wyrzucona przez zdezorientowaną załogę samolotu Czerwonego Krzyża, a przeznaczona dla całkiem innej miejscowości. Wszytko to — według mieszkańców Szahkot — oznaczało, że Sampath wyrośnie na kogoś niezwykłego i jest przeznaczony do niecodziennych rzeczy.

A wyrósł na nieudacznika, człowieka niezdolnego do działania, wiecznie niezadowolonego i nieszczęśliwego młodzieńca kierowanego przez rodzinę, który psuje wszystko, czego się dotknie. Aż pewnego dnia Sampath postanawia uciec. Wymyka się z domu i zamieszkuje na drzewie w porzuconym, niczyim sadzie. Rodzina, od której pragnął uciec, znajduje go także tutaj. Przedsiębiorczy ojciec postanawia wykorzystać dziwactwo syna.

Kogo tu nie ma? Ludzie poszukujący porady i duchowego przewodnika, spryciarze próbujący uszczknąć choć odrobinę dla siebie, rozhukane małpy, szpieg ze zgromadzenia ateistów, miejscowe władze... Na kartkach książki przewija się korowód barwnych, a czasami tajemniczych postaci.

Warto przeczytać tę książkę, żeby pośmiać się z absurdalnych, zabawnych gier słownych, zanurzyć się w innym, odmiennym śmiecie, poczuć smaki i zapachy. Po raz kolejny żałowałam, że książki nie pachną. Chciałabym poczuć zapach potraw, które gotuje Kulfi, nieco szalona matka Sampatha. Zapachów, które doprowadzają ludzi do szaleństwa i sprawiają, że nie mogą oni myśleć o niczym innym niż jedzenie. Czy tylko mi się wydaje, że w hinduskich książkach smak i zapach grają ważniejszą rolę niż w powieściach europejskich? A może po prostu na takie trafiam.

Warto przeczytać tę książkę, posmakować języka, popodziwiać celne spostrzeżenia, pośmiać się z wyraziście nakreślonych postaci. A potem pozastanawiać nad zakończeniem, które oczywiste nie jest.

22:15, magda.koziarek
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2