RSS
piątek, 15 stycznia 2010
Nobliści

W ramach przygotowania się do Projektu Nobliści zrobiłam rachunek sumienia. Okazało się, że przeczytałam całkiem sporo książek nagrodzonych osób — choć nie zawsze wiedziałam, że autor otrzymał nagrodę Nobla. Wśród tych powieści jest kilka takich, które świetnie pamiętam (aż boję się je ponownie czytać, żeby nie utracić wrażenia wyjątkowości).

Zastanawiałam się, które powieści zrobiły na mnie największe wrażenie. Na pewno Józef i jego bracia Thomasa Manna, Na wschód od Edenu Steinbecka, Absalomie, Absalomie Faulknera i Canetti. Pamiętam poszukiwania jego książek w antykwariatach i na Allegro. Nie mogłam się doczekać paczki... Zmuszałam przyjaciół do czytania Auto da fé, bo wydawało mi się, że tak ważnej książki nie można nie przeczytać.

Może wśród książek Noblistów kryją się takie, których lektura będzie jak łyk wody prosto ze źródła?

23:13, magda.koziarek
Link Dodaj komentarz »
Azyl

Przeczytałam świetną i wciągającą książkę, która opisuje przerażające i straszne czasy. A jednak tchnie optymizmem i czyta się ją niczym najlepszą powieść.

Azyl. Opowieść o Żydach ukrywanych w warszawskim ZOO Diane Ackerman (Świat Książki, 2009) to doskonała literatura faktu. Opowiada o rodzinie Żabińskich: Jan był przedwojennym dyrektorem warszawskiego ZOO, jego żona Antonina zajmowała się domem i wszystkimi osieroconymi zwierzętami. Była niesamowitą osobą: energiczną, poukładaną, obdarzoną intuicją. Potrafiła wyczuć, co zrobią za chwilę zwierzęta (także drapieżniki) i przewidzieć zachowania ludzi. Ta cecha bardzo się jej przydała w czasie wojny. To właściwie Antonina jest główną bohaterką książki.

Tak scharakteryzował Antoninę jej mąż:

Trzeba przyznać, że posiada niesłychanie cienką skórę, że trafnie odgaduje, co tkwi we wnętrzu jej zwierzęcych przyjaciół i wychowanków, wolna od jakichkolwiek tendencji do antropomorfizmu… nie robi ze zwierząt ludzi, raczej sama zatraca właściwości homo sapiens i przemienia się to w panterę, to w borsuka, to w piżmowca…

Książka opowiada o rodzinie Żabińskich, o ich przyjaciołach, o zwierzętach, które przewinęły się przez ich dom, i oczywiście o ludziach, z którymi byli związani i których uratowali lub pomogli uratować. Dom dyrektora ZOO stał tuż przy ulicy Ratuszowej i był doskonale widoczny, co nagle okazało się atutem. Nikt bowiem nie podejrzewał, że w tak widocznym miejscu można kogokolwiek ukrywać.  A ukrywano nie tylko uciekinierów z warszawskiego getta, ale także żołnierzy AK i harcerzy działających w konspiracji.

Ta książka nie jest przygnębiająca ani smutna. Czasami śmiałam się, czytając opisy zwierząt i ludzi. I dopiero po chwili pojawiała się refleksja, że działo się to w czasach, gdy za wszystko groziła kara śmierci. Antonina za wszelką cenę starała się żyć normalnie i uchronić swojego syna Rysia przed wojenną traumą. Nie było to łatwe: w domu pojawiali się coraz to nowi goście — niektórzy oficjalnie jako pomoce, nauczyciele czy krewni, inni w sekrecie. Wszyscy drżeli na dźwięk dzwonka, w razie niespodziewanej wizyty Antonina biegła do fortepianu i grała, a domownicy ukrywali się po szafach, szafkach, klatkach i piwnicach. A jednak panowała w tym domu atmosfera zabawy i przyjaźni. Bardzo mocno widać to, gdy Ackerman zestawia wspomnienia ludzi, którzy znaleźli schronienie u Żabińskich, ze wspomnieniami osób ukrywających się w innych bunkrach i kryjówkach.

Można znaleźć w tej książce wiele dowodów bohaterstwa i wiele przykładów zwykłego życia. Trudno nie śmiać się, czytając taki opis:

Pośrodku pokoju stał nasz nadworny muzyk, a nad nim trzepocząc skrzydełkami latały papużki. Część ich zniżyła lot, wieńcząc kolorowym pierścieniem jego czoło. Po chwili skakały mu po głowie, grzebały łapkami we włosach i dziobkami wyciągały wplątane w czuprynę pasemka makaronu…

— Szkoda tyle dobra marnować! — wyjaśnił widzom tej sceny, jakby rzecz rozumiała się sama przez się i była jedynym słusznym rozwiązaniem tej sytuacji.

Najbardziej chyba uderzyła mnie „zwyczajność” Żabińskich. Oni nie starali się robić z siebie bohaterów, Antonina nie udawała, że się nie boi, a Jan przyznawał, że lubi napięcie, że dobrze się czuje, gdy trzeba działać. Byli zwyczajni i robili tylko to, co należało — taką wypowiedź Jana przytacza Ackerman na końcu książki. Tylko tyle — i tak niesamowicie dużo.

 

22:56, magda.koziarek
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 stycznia 2010
Wyzwania

Pisanie bloga o książkach dla dorołych nie idzie mi najlepiej — przyznaję. Postanowiłam więc wziąć udział w wyzwaniach. Trzeba w określonym czasie przeczytać książki z listy i napisać ich recenzje. Może to zmobilizuje mnie do pisania, bo do czytania zmuszać się nie muszę.

Teraz czytam Hakawatiego Rabiha Alameddine i Zadymę w dzikim sadzie Kiran Desai: grubszą książkę w domu, cieńszą w autobusie, bo wożenie Hakawatiego uznałam jednak za przesadę. Może uda mi się o nich także napisać.

 

22:35, magda.koziarek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 stycznia 2010
Suzanne Collins

Nie powinnam siadać do tych książek. A przynajmniej nie wtedy, gdy mam dwa tomy w domu. Trudno stało się... Zarwałam noc, następnego dnia chodziłam jak błędna. I wcale nie żałuję.

 

 

„Igrzyska śmierci” i „W pierścieniu ognia” to nie jest wybitna i ambitna literatura. To doskonałe czytadło — takie, w które się wsiąka i zapomina o całym świecie, od którego nie można się oderwać, bo wszystko w człowieku skręca się z ciekawości, co będzie dalej.

Akcja powieści dzieje się w bliżej nieokreślonym czasie w państwie Panem znajdującym się na terenie dzisiejszej Ameryki. Panem jest podzielone na 12 dystryktów, którymi zarządza Kapitol. Każdy dystrykt jest odpowiedzialny za produkcję innego typu, całe życie jego mieszkańców jest drobiazgowo kontrolowane — Kapitol to miasto, którego mieszkańcy nie znają głodu i strachu, ściśle odizolowane od pozostałej części kraju — tylko wybrani mają do niego wstęp.

Przed laty dystrykty ośmieliły się zbuntować. Kapitol stłumił powstanie, ale od tego czasu co roku urządzane są igrzyska, w których musi startować po dwoje dzieci z każdego dystryktu: chłopiec i dziewczyna. W niektórych dystryktach udział w igrzyskach jest traktowany jako wyróżnienie, w innych jest to kara — wiadomo bowiem, że dzieci są wysyłane na śmierć. Wszyscy mieszkańcy Panem muszą obowiązkowo oglądać relacje w igrzysk, a ich reguły są bardzo proste — zwycięża ta osoba, której uda się wyeliminować (czytaj: zabić) pozostałych uczestników. Zawody odbywają się na specjalnie przygotowanej arenie, która później staje się atrakcją turystyczną dla mieszkańców Kapitolu.

Bohaterką i narratorką powieści jest Katniss — dziewczyna z Dwunastego Dystryktu. Od początku możemy się domyślić, że w jakiś sposób weźmie udział w igrzyskach, ale ich przebieg jest zaskoczeniem. Dwunasty Dystrykt to nie jest miejsce, w którym łatwo żyć, ale Katniss jest silna i zahartowana. Po śmierci ojca w kopalni to ona stała się odpowiedzialna za rodzinę: matkę i ukochaną siostrę.

Katniss wyjeżdża do Kapitolu, gdzie każda chwila jej życia jest śledzona przez kamery. Igrzyska to wielkie wydarzenie — uczestnicy są po opieką stylistów, fryzjerów, doradców. Mają się spodobać publiczności, bo od tego też zależy ich przeżycie — spodobasz się, to może ktoś podaruje ci coś, dzięki czemu przeżyjesz.

Ostrzegam: ta książka niesamowicie wciąga. Po przeczytaniu pierwszego tomu natychmiast sięgnęłam po drugi. Nie będę o nim pisać, żeby nie zdradzić akcji. Moim zdaniem, jest lepszy niż pierwszy, bo bardziej zaskakujący. I kończy się w takim momencie, że od razu chciałoby się sięgnąć po kolejny tom — niestety trzeba na niego poczekać, autorka go chyba jeszcze nie skończyła. Mam nadzieję, że uda się jej utrzymać poziom. Tylko to czekanie....

 

22:42, magda.koziarek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 stycznia 2010
Zielone pomidory

Udało mi się przeczytać „Smażone zielone pomidory” Fannie Flag. W końcu...

 

Książka leżała na półce już bardzo długo i jakoś nie mogłam się do niej zabrać. Film lubię bardzo, więc może bałam się, że książka odczaruje film albo nie będzie równe dobra? Książka jest inna, może bardziej nostalgiczna niż film. Wciąga i czaruje, nie pozwala się oderwać i każe o sobie pamiętać.

Bohaterki powieści są właściwie dwie: Evelyn Couch, starzejąca się i tyjąca gospodyni domowa z Birmingham w Alabamie, u której właśnie zaczyna się menopauza i która nie potrafi odnaleźć się w życiu — a może jej życie po odchowaniu dzieci straciło sens — i Ninny Threadgood, staruszka, którą Evelyn spotyka w domu starców, gdzie jeździ odwiedzać swoją teściową. Trzecią bohaterką jest Ingie Threadgood, o której opowiada Ninny. I to ona wyrasta na pierwszoplanową bohaterkę powieści.

Ingie - szalona córka, wspaniała kobieta, odważna do szaleństwa. Pijąca na umór, szlachetna, tak samo traktująca białych i czarnych. Jej historia to także historia dyskryminacji czarnych mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Ingie jest w stanie zrobić wszystko, by chronić swoich bliskich, by chronić ludzi, których kocha.

Ninny opowiada historię swojej młodości i małego miasteczka Whistle Stop na obrzeżach Birmingham, a jednocześnie opowiada historię Stanów Zjednoczonych. To prosta opowieść o przyjaźni, nienawiści i miłości. A w Evelyn budzi się złość, odwaga i chęć do zmian.

Świetna książka. Warto ją przeczytać i warto obejrzeć film z 1991 roku z niesamowitą i doskonałą rolą Kathy Bates.

 

 

21:40, magda.koziarek
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 grudnia 2009
Sto odcieni bieli

Książkę poleciła i pożyczyła mi koleżanka. I dobrze zrobiła, bo „Sto odcieni bieli” Preethi Nair wciągnęła mnie na dobre. A na dodatek to tak przyjemna i lekka lektura, że bez problemów można ją  czytać w autobusie.

Lubię książki, w których się gotuje, z których stron bije zapach przypraw i potraw. Nie znam wszystkich dań opisanych w tej powieści, ale wierzę, że potrawy mogą wpływać na nastrój, łagodzić i pocieszać. Lubię jeść rękami - to bardzo zmysłowe doznanie, zmieniające odbiór potrawy. Jedzenie sztućcami nie daje tak intensywnych odczuć.

„Sto odcieni bieli” to opowieść o młodej Hindusce. Nalini wyjeżdża do Londynu do męża. Zajmuje się prowadzeniem domu i wychowywaniem dwójki dzieci, Mai i Saćina. Nie potrafi odnaleźć się w nowym środowisku, a także nie bardzo ma na to ochotę. Ale pewnego dnia mąż ją porzuca i Nalini bez znajomości angielskiego, bez wykształcenia i pracy musi sobie poradzić w kraju, którego nie rozumie. Musi sobie także poradzić z Mają — nie potrafi znaleźć wspólnego języka z córką.

Książka to historia matki i córki, w tle przewija się także historia babki i innych kobiet pojawiających się w otoczeniu Nalini. To opowieść o konflikcie, nieporozumieniu, tajemnicy i wybaczaniu. Powieść jest napisana prostym językiem, narracja zmienia się z rozdziału na rozdział, prowadzona jest raz z punktu widzenia Nalini, a raz z punktu widzenia Mai. Poznajemy historię kobiet, kłamstwa, które tkają, aby ochronić swoją rodzinę, trudną drogę do poznawania prawdy i wybaczenia.

Historia opowiedziana jest bezpretensjonalnie i bez moralizatorstwa. Kilka zdań zapadło mi w pamięć, nabrałam ochoty na hinduskie jedzenie i kolejną powieść Preethi Nair.

Preethi Nair, Sto odcieni bieli, Muza 2004

16:46, magda.koziarek
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 grudnia 2009
Kazik i jego Afryka

Czytam książki głównie w autobusie w drodze do pracy i z powrotem. Jakoś później w domu nie mam czasu na czytanie czegoś innego niż książki dla dzieci z Tymkiem.

Ostatnio zafascynowała mnie książka Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd Kazimierza Nowaka. Czytam posłowie, wstęp:

W pamięci [...] jeszcze widzę jego dziwną, prawie dziwaczną sylwetkę. Widzę, jak dźwiga swe biedne, mizerne tłumoki, jak idzie przez dżungle, moczary, stepy, przełęcze, wąwozy, pustynie... jak idzie zadumany, samotny, dręczony żarem, smagany przez wichry, ulewy i ciernie... Widzę, jak idzie wciąż naprzód uparcie, wytrwale, choćby sił ostatkiem... jak idzie już nie Nowak, taki sobie amator ? podróżnik, dziwak z rozwichrzoną brodą, lecz jakiś olbrzym wspaniały, ufny w swoje siły, tytan stalowego hartu i potentat niezłomnej woli! [...] Chciał iść i szedł! Chciał iść i przeszedł dwa razy przez piekło! Nikt tego chyba nie dokonał przed nim!

 

Nikt nie dokonał tego przed nim, nie przeszedł Afryki. Żaden biały człowiek nie zetknął się z afrykańską rzeczywistością w tak prawdziwy sposób. Kazimierz Nowak widział ubóstwo, lęk, poniewierkę i wyzysk mieszkańców Afryki. Nie przemawiały do niego hasła kolonializmu. Na zdjęciu wydaje się taki mały i zwykły. Na innych zdjęciach wydaje się być natchniony, jak mistyk lub ktoś ogarnięty świętym szałem.

 

Podoba mi się sposób, w jaki pisze o Afryce i o sobie. Bez patosu, z humorem. To świetna literatura.

Afryki Kazika Nowaka już nie ma, ale swoją pasją zaraził on wielu ludzi. Warto poczytać, co robią, m.in. na stronach:

Afryka Nowaka i Kazimierz Nowak.

A w tyle głowy cały czas kołatało mi się natrętne pytanie o żonę i córkę Kazimierza Nowaka, które zostały w Polsce i po prostu żyły zwykłym życiem. Nie wiem, czy miałabym w sobie tyle siły, żeby pozwolić mężowi wyruszyć w taką podróż  — nie było go w domu pięć lat.

Chwała należy się nie tylko Kazimierzowi Nowakowi, który miał w sobie siłę olbrzyma, ale i jego żonie.

 

12:35, magda.koziarek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 listopada 2009
Stare i nowe

Lubię książki mieć... To chyba nieuleczalna choroba. Nie wyobrażam sobie domu bez książek. Niestety ściany i półki nie mają zdolności do powiększania się proporcjonalnie do liczby tomów, które pojawiają się w domu jakoś tak przypadkiem i nie wiadomo kiedy.

W grudniu w Bibliotece Uniwersyteckiej będzie można przygarnąć książki z antykwariatów. Otwarte zostanie Cmentarzysko Zapomnianych Książek — za niewielką opłatą będzie można przeglądać wyłożone książki i zabrać do domu tyle, ile wejdzie do torby, którą każdy odwiedzający dostanie przy wejściu.

Akcja wywołała sporo kontrowersji. A ja zaczęłam się zastanawiać: lubię stare książki, lubię szukać ich w antykwariatach, lubię zastanawiać się nad ich historią i zgadywać, kim byli ich poprzedni właściciele. Nie wiem, czy akcje tego typu rzeczywiście zmniejszają wartość książki. Sama kupuję książki najczęściej w sieci, bo często nie mam czasu na wyjście do księgarni. W mojej podwarszawskiej miejscowości księgarnia jest jedna i kiepska. Cieszę się, że będę mogła pojechać do BUW-u i pogrzebać w stosach książek. Może znajdę coś, czego szukałam od dawna, tylko zapomniałam...

 

23:20, magda.koziarek
Link Dodaj komentarz »
Pisanina

Jakiś czas temu zaczęłam pisać o moich przygodach z książkami dla dzieci. A raczej o wspólnym czytaniu razem z synkiem. I nagle dotarło do mnie, że czytam głównie książki dla dzieci, bo jakoś na moje lektury brakuje czasu. I zdarza się, że nad nimi zasypiam. Cóż jestem zapracowaną mamą trzylatka, której na wszystko brakuje czasu i która próbuje przestać definiować się w kategoriach „mama” i wywalczyć trochę przestrzeni dla siebie.

Ten blog ma być głównie o moich książkowych fascynacjach. A może będzie też po prostu o mnie...

16:36, magda.koziarek
Link Dodaj komentarz »
1 , 2